Historia adopcji dorosłego psa

Idąc na studia do Wrocławia pozostawiłam w rodzinnym domu mojego pierwszego psa – Maxa. Maksiu, który ma obecnie 16 lat, i któremu od 3 lat weterynarz zostawia maksymalnie kilka miesięcy życia, kupiony został na sławnej w okolicy lubińskiej giełdzie jako Cocker Spaniel za 80 zł. Jako 9 letniemu dziecku nie było mi znane popularne pojęcie „pseudohodowla” i nie widziałam niczego dziwnego w kupnie „rasowego” psa za kilka złotych. Obok kartonu ze szczeniakami w listopadowy poranek stała chyba matka psa, która dla mnie jako kilkuletniej dziewczynki wyglądem w jakimś stopniu przypominała setera. W miocie było z 7 suczek i dwa pieski. Siostra wybrała jednego z chłopców i tak w domu pojawił się Maksiu i jedyną rzeczą, jaką pamiętam z tamtego dnia to ta, że po powrocie do domu zrobił kupę w przedpokoju. Nie wiem kiedy i jak Maksia nauczyliśmy podawania łapki, siadania, dawania głosu i żebrania. Maksiu poza tym, że pożarł moje tamagochi, nigdy nie sprawiał żadnych problemów. Albo ich po prostu nie pamiętam. Przez całe swoje życie kilka razy był nad morzem, pływał w jeziorze i notorycznie miał zapalenie uszu, codziennie wychodził na spacer wokół bloku i do pobliskiego gaiku, a także jeździł z ojcem na grzyby. Zanim zasmakowałam w samodzielności, myślałam, że to wystarczy. Nigdy nie miałam wrażenia, że Maksio jest nieszczęśliwy, niewybiegany, czy brakuje mu rozrywek umysłowych. Ot rodzinny psiak jakich wiele. Nim skończyłam studia, zamieszkałam wraz Danielem w małym mieszkanku w centrum Wrocławia. Miałam sporo wolnego czasu, podczas gdy Mój ciężko pracował ja tęskniłam za psem. Jako miłośniczka spacerów z psem z obowiązku, przyzwyczajenia i zwykłego lubienia spacerów udało mi się przekonać Mojego do adopcji psa. Oczywiście nie tylko spacerowanie było powodem tak poważnej decyzji, no ale wiadomo, tego nie da się opisać. Ktoś kto praktycznie wychowywał się z psem i kto wie, jak to życie wygląda, nie wyobraża sobie bycia na swoim bez „własnego” psa. Skoro już mieliśmy jakiegoś psa wziąć, to ustaliliśmy, że będzie to pies ze schroniska (taka wymówka, że uratujemy jakąś bidę). Ustaliliśmy też, że nie może być za duży, ani za mały. Miał być w sam raz. Wybraliśmy też przedział wiekowy – coś między 2-7 lat. Żeby nie był szczeniakiem, bo takie szybko znajdują domy, ale też nie za dojrzały, abyśmy mogli przeżyć wyprawy, zabawy i wchodzenie po schodach. Przyznaję, Mój zgodził się na psa tylko ze względu na mnie, sam nigdy nie miał psa i myślał, że to taka duża świnka morska 😉 Wybór ostatecznie należał do mnie. Nie zliczę godzin spędzonych na oglądaniu psiaków w internetach, stronie schroniska na Ślazowej 2, fundacji itd. Biję się w piersi, ale byłam zielona. Oglądałam nawet mixy husky i bardziej patrzyłam na wygląd niż na predyspozycje i wymagania ras i ich mixów. Cóż za niewiedza mną rządziła. Mimo, iż było to zaledwie niecałe 3 lata temu, to mam wrażenie, że nie było w internecie takiego uświadamiania co do wyboru psa, albo po prostu nie wiedziałam, gdzie szukać, albo też nie szukałam. Nie wiem. Zdałam się na instynkt.  Kiedyś w jakieś czytanej książce natrafiłam na mało istotny w fabule książki fragment o tym, jak bohaterka przygarnęła najstarszego i najbrzydszego psa – jamnika, który już nie kontaktował ze światem i nazwała go Kapeć. Argumentowała to tym, że takiego nikt nie adoptuje. W tamtym momencie uderzyło to w moją wrażliwość tak, jak w tym kiedy oglądam film o Hatchiko – łzy leciały mi po policzkach, a memu wzruszeniu nie było końca. Uznałam to za niezwykle szlachetne i płytko zachciałam nie najmłodszego burka. Do schroniska pojechaliśmy kilka razy. Najpierw zwiadowczo w celu obadania, co jest na rzeczy, a później pełna profeska – aparat, kartka i długopis. Przeszliśmy schronisko wzdłuż i wszerz. Przy każdym boksie staliśmy po kilka minut i oglądaliśmy burki. A to pieski a to suczki, duże, małe i ogromne. Dobra, tych ogromnych to tak mniej, bo poziom ówczesnej wiedzy podpowiadał, że te ogromne to do domu z ogrodem. Wybraliśmy kilka, zrobiliśmy zdjęcia i opisaliśmy numerki na kartce papieru. W biurze schroniska zweryfikowaliśmy swoje typy, dowiedzieliśmy się o charakterze wybrańców, ich wieku i preferowanych domach. Z tego co pamiętam ostatecznie wybieraliśmy pomiędzy dwoma. Jako pierwszą zobaczyliśmy w boksie kudłatą suczkę z przewagą białego, była miła i taka spokojna, idealna towarzyszka codzienności. Ale później doszliśmy do boksów z większymi psami. Tam był nasz zapisany na kartce „Aslan”. Taki większy typowy burek. Nie za wylewny, nie za młody, nie za stary, 3-4 lata, duży bury podpalany. Moment jaki pamiętam to ten, kiedy nasz Bohun, jak nam się złudnie wydawało, bawi się z opasłym labradorem kładąc mu łapę na głowie. O zgrozo. Wróciliśmy do domu i ponownie o zgrozo, dopiero po tygodniu pojechaliśmy jeszcze raz, tym razem z zamieram adopcji któregoś z tej dwójki. Zamówiliśmy już jakieś legowisko, kupiliśmy w miarę średnią obrożę, smycz, miski, karmę i zupełnie niepotrzebnie zabawki. Chcieliśmy wyprowadzić z boksów kilka psów, żeby wyrobić sobie jakieś zdanie, zobaczyć jak psiaki zachowują się poza kratami, ale w biurze usłyszeliśmy takie zdanie: „Nie ma możliwości wyprowadzenia każdego pieska, jakiego sobie państwo życzą.  Wybrać jednego, jak nie gryzie, to można brać”. Z nóg nas zwaliło. Przeforsowałam swojego faworyta burka i już wtedy wiedzieliśmy, że nie ma odwrotu. Dostaliśmy na próbny spacer psa z lassem z nowiutkiej czerwonej smyczy na szyi. To właśnie wtedy, gdy poczułam pierwsze szarpnięcie i zero zainteresowania za strony psa Aslan został przemianowany na Bohuna przez Mojego. I staliśmy tak ponad godzinę na schroniskowym trawniku i zastanawialiśmy się co my najlepszego robimy. I tu, uwaga, miałam psie ciasteczka, więc jakieś pojęcie o psach było. Ale co tam, Bohun nasz zachowywał się, jakby świata nigdy nie widział. I co, wzieliśmy to psie do biura, podpisaliśmy papiery adopcyjne, zamieniliśmy obrożę z numerkiem 1771 na przymałą czerwoną obrożę i zapakowaliśmy nasze bure do auta. A ciąg dalszy innym razem.

PS. Maksiu chyba jest bardzo odległym miksem beagle 😉

P1000750

Maksiu

Bohun za kratami schroniska

Bohun za kratami schroniska

Pierwsze minuty w domu

Pierwsze minuty w domu

Chudy diabeł

Chudy diabeł

Advertisements

2 thoughts on “Historia adopcji dorosłego psa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s