Dziwactwa Bohuna

Mając na myśli tytułowe dziwactwa burka odrzucam na wstępie psie standardy jak  jedzenie kupy czy tarzanie się w padlinie, bo chyba nie ma psa, który nie zaliczył psiej „to do list” , a jak jest, to gratuluję właścicielom. Zgaduję, że większość psów ma swoje dziwne zachowania, które mogą być zarówno śmieszne, jak i irytujące.

Bohun ma kilka zachowań, które powtarzają się regularnie i mam wrażenie, że  prezentuje je coraz częściej. Oto one:

1. Strach przed żelazkiem.

Przedstawienie zaczyna się dokładnie w momencie kiedy nogi deski do prasowania obiją się o szafę przy jej wyciąganiu. Dźwięk złowieszczej deski zwiastuje czarne czasy i ogólnie zagładę. Wtedy to biedny pies ucieka gdzie pieprz rośnie (czyli do sypialni) albo pod stół, albo kręci się pod nogami z miną „mamo, mamo, ratunku”. Standardowo następuje podłączenie żelazka do prądu i wlanie wody (kolejność niekoniecznie zgodna z przepisami BHP). Na tym etapie obserwujemy chwilowe rozluźnienie atmosfery, pieseł patrzy mi głęboko w oczy i podąża za mną po te 2 ciuszki do prasowania do drugiego pokoju. Ciuszek rozkładam na desce i wtedy, oh, temperatura żelazka jest za niska, więc podkręcam. Dźwięk pokrętła rozpętuje armageddon i psa już nie ma przez następne 20min, kiedy to schowam cały ten majdan za szafę i poinformuje Bohuna, że już schowałam. Geneza tego zjawiska? Nie mam pojęcia. Nie przypalałam psa żelazkiem, wierzcie mi, nie psikałam w niego ze spryskiwacza, ani nie robiłam mu sauny parowej. Deską też go nie biłam. Ale mam pewną teorię. Otóż gdy Bohun do nas trafił te prawie 3 lata temu, miałam w moim mniemaniu ważniejsze sprawy na głowie niż prasowanie, a do tego teraz te materiały na t-shirty są taaakie niegniecące 😉 Dlatego też, mimo że żelazko jakieś tam mieliśmy stare, ale nie było ono używane i może po prostu Bohun przybywając do nas „uczył się” otoczenia i specyfiki mieszkania z ludźmi, ale nie miał szansy wtedy przekonać się o tym, że żelazko jest ok, jak odkurzacz czy suszarka i towarzyszy codzienności. Jakiś rok temu, kiedy poszłam do pracy, oczywiste było to, że trzeba kupić żelazko no i deskę. I tu horroru jest początek. Dodam, że i owszem używałam ciasteczek, zachęt, przeciw warunkowania, muzyki relax my dog  i takich tam, ale to tak jakbym walczyła z fajerwerkami w Sylwestra.

2. Tarzanie się.

Bohun tarza się zazwyczaj na asfalcie, chodniku, trawie, na lodzie i moje ulubione – na przejściu dla pieszych. Czynność ta urosła do miana codziennego rytuału. Po pracy jest moja kolej, więc biorę burka do parku zazwyczaj. Na trasie znajduje się dość obszerny i długi chodnik w towarzystwie zakładu pogrzebowego i przystanku autobusowego. To właśnie tam, gdzie dywan kurzu i brudu okołoprzystankowego jest największy, Bohun odstawia swoje codzienne show ku uciesze lub niesmaku publiczności. W tym czasie ja słucham komentarzy i oglądam reakcje:

a) „Bożeee, jak ten pies się pani ubrudzi!”

b) „Ojojoj jaki słodki!”

c) Zgrabne wyminięcie Bohuna wywijającego się na chodniku, który upadł pod same nogi przechodnia.

d) Pogardliwe spojrzenia / rozbawione uśmieszki.

W razie niepogody idziemy na rondo i rytuał ma miejsce na mokrym placu żwirowym. W razie wyjścia na miasto/dzielnię tarzanie się Bohuna odbywa się na przejściu dla pieszych i wygląda tak: – Bohun wstawaj kurde! (tu ciągnę go do góry żeby wstawał, bo zielone miga już, a ludzie się patrzą na mnie jak na wariatkę z psem epileptykiem. Bohun wstaje, otrzepuje się albo i nie i idziemy dalej.

Mój pies nie pachnie psem. Mój pies pachnie kurzem.

Chcecie show?

Chcecie show?

No to patrzcie

SAMSUNG CSC

3. Chodźmy do weterynarza! Prosz, prosz, proszęęę!

W zasadzie to do parku są dwie drogi. Ta gdzie miejsce ma show i ta dłuższa. Mój nigdy nie da się namówić przez psa na dłuższą, ja jestem za miękka. Ale piesełek nie ciągnie na tę dłuższą, bo spacerek będzie analogicznie dłuższy, ale dlatego, że na dłuższej jest uwaga – weterynarz! Weterynarz, do którego prowadzi asfaltowa wylewka w formie chodnika (podwójna gratka). Do przychodni czasem są otwarte drzwi i wtedy nie zmiłuj – psi ryjek już się pcha do środka! A dlaczego pies się tak zachowuje? Bo u weterynarza jest sklep, a w sklepie można wąchać i oglądać, jest akwarium, więc można wąchać i oglądać, jest czasem kot więc piesek sobie powącha, poogląda i podekscytuje, ale jest też fantastyczna metalowa waga, na której można się położyć i schłodzić, a pani na dokładkę da smaczka! Dodatkowo w gabinecie tez jest fajnie, bo weterynarze już nas znają, każą robić sztuczki i dają jeszcze więcej smaczków! Czyż wizyta u weterynarza to nie jest cudowne przeżycie? A na deser  jak tylko zamkniemy za sobą drzwi, Bohun uraczy się rozkosznym tarzaniem na asfalcie. Ciężkie jest życie psa.

SAMSUNG CSC

Advertisements

10 thoughts on “Dziwactwa Bohuna

  1. Bohun jest absolutnie uroczy, uśmiałam się setnie, szczególnie z show na przystanku. Może jakiś występ w Mam talent? Będę na Was głosować!
    Swoją drogą, tarzanie się gdziekolwiek jest mi rytuałem totalnie nie znanym – jasne, bywa, że T. umoczy brzucha w kałuży, ale żeby się w czymś wytarzać? Pies skończył rok, a to się jeszcze nie zdarzyło.
    Co do weterynarza, to T. też nie ma nic przeciwko – w naszej lecznicy brak wprawdzie takich atrakcji, ale za są ludzie w poczekalni, którzy pieją na cześć rudej pochwale peany (jaka ona piękna! co za włos! czym ją państwo karmicie, że tak lśni?). Pies zadowolony, bo mnóstwo ludzi wokoło promieniuje do niego samą pozytywnością, pan zadowolony, bo może szpanować pięknem psa, a ja ze smutkiem myślę o tym, że puszczanie chłopa samego na spacer z T. to świetna droga do rozstania, skoro taki z niej doskonały gadżet na podryw. 😛

  2. Jak opanujemy tarzanie na komendę, to się zgłosimy 😉 Ostatnio idziemy sobie wzdłuż rzeczki w dzikim wrocławskim parku, odwracam się patrzę, a pies znów się w czymś tarza. Pomyślałam, że pewnie po wyjściu z wody standardowo perfumuje się trawą. Ale coś za długo to trwało…jak podeszłam to myślałam, że zejdę, ze smrodu. Perfumą okazała się być bardzo posuniętą w rozkładzie padliną kota. Oby T. nigdy na to nie wpadła! A z tym podrywem na psa to trafiłaś w samo sedno! Bohun łasi się do nastolatek!

  3. Wow, ale Wam zazdroszczę „dziwactwa” numer 3! Czara niestety panicznie boi się weterynarzy, już poczekalnia wywołuje w niej drgawki i chęć ucieczki. Nie pomagają smaczki, wizyty adaptacyjne 😦

    1. No i niestety nie poradzę wam żadnej mądrości i cudownej metody, bo u nas to samo z żelazkiem. Bohun od nowości lubił wizyty u weterynarza, chyba nie miał złych wspomnień z „poprzedniego życia”, może i nawet nigdy u weta nie był, kto go tam wie 😉

  4. Z tym weterynarzem to mnie Bohun zadziwił;p Miloł ostatnio kilkakrotnie zaglądał do zakładu fryzjerskiego kiedy przechodziliśmy obok i koniecznie chciał tam wstąpić. Ale, ze był to fryzjer ludzki a nie psi, nic z tego nie wyszło;p

    1. Chęć włażenia do ludzkich obiektów jest nam jak najbardziej znana 😀 taka historia: szłam sobie z Bohunem na flexi, pieseł standardowo obejmuje przywództwo 5m przede mną na rozpiętość smyczy, ogólnie chillout idziemy sobie wzdłuż centrum handlowego. Nagle patrzę a na Bohunie zamykają się automatyczne drzwi do marketu 😛 ludzie się patrzą na mnie, a ja nie mogę opanować śmiechu, pies się oswobodził zanim zdążyłam do niego podejść i a pieseł już leci do mnie zadowolony z siebie 😉

  5. Ja tak sobie myślę, że w żelazku czai się po prostu zło. Na Storma też zasadza się takie zło w postaci odkurzacza albo jeża na spacerze:) Zło przybiera często postać worka ze śmieciami, no i w przypadku mojego psa to zło siedzi w weterynarzu;) Pozdrawiamy Was serdecznie Kasia i Storm

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s