Z psem na Śnieżkę? Czemu nie!

Z okazji długiego weekendu planowaliśmy się wybyczyć za wszystkie czasy, jednak nie mieliśmy sumienia najpierw nie zmęczyć psa (i siebie również). W pierwotnym zamyśle braliśmy pod uwagę 2-dniowy wypad, ale postanowiliśmy zredukować koszty i postawiliśmy na całodniową wycieczkę. Wybraliśmy zdobycie Śnieżki ze względu na bliskość od Wrocławia i malowniczą okolicę. Odpuściliśmy sobie zwiedzanie Karpacza, bo zwyczajnie nie starczyłoby nam czasu.

Pogoda w czwartek już nie rozpieszczała, a po sprawdzeniu prognozy na piątek na poważnie zastanawialiśmy się czy jest sens jechać – chmury, deszcz i 10 stopni nie brzmiały przekonująco. Nastawiliśmy budziki na 7:00 i odłożyliśmy decyzję na rano. Gdy zadzwonił budzik Bohun nawet nie myślał zwlekać się z kanapy, uznał naszą wczesną pobudkę jako zwiastun zwykłego dnia roboczego. Za oknami pochmurno, brzydko i nieprzyjemnie – nic tylko siedzieć pod kocem z herbatą i dobrym filmem, najlepiej cały dzień. Po rozważeniu argumentów za i przeciw, myśli, że spędzimy czas w domu zamieniliśmy w myśl „ku wesołej przygodzie” i zaczęliśmy się pakować. Bohuna obudziliśmy hasłem „jedziemy na wycieczkę”. Wstępnie opracowaliśmy trasę, która zakładała start przy Świątyni Wang, wejście najpierw szlakiem zielonym, po drodze zahaczenie o Pielgrzymy – formację granitowych skał, a później trasę malowniczym niebieskim szlakiem. Jak zwykle spakowaliśmy dla nas kanapki, a dla Bohuna psi pasztet oraz karmę. Na miejscu byliśmy dość późno, bo dopiero o 11, ale przy założeniu, że w górach robi się ciemno ok 19, uznaliśmy, że powinniśmy zdążyć.

mapka

Nasze punkty kontrolne

Świątynia Wang

Świątynia Wang

Znaleźliśmy parking przy drodze do Świątyni Wang płatny 10zł za cały dzień. Ubraliśmy się ciepło, ja zaopatrzyłam się w czapkę i rękawiczki i ruszyliśmy w drogę. Pierwszy zgrzyt zaliczyliśmy przy wejściu na teren Karkonoskiego Parku Narodowego. Otóż opłata za wstęp wynosiła 5zł od osoby, a na bilecie wstępu uderzyła nas informacja o konieczności prowadzenia psa na smyczy (oczywista oczywistość) i w kagańcu! Kto mądry wymyśla takie nakazy? Przecież ktoś posiadający psa i nylonowy kaganiec do niego w komplecie i niezdający sobie sprawę z tego, że pies reguluje temperaturę ciała ziając, może psa w upalny dzień po prostu zabić. Jako że nie mamy w zwyczaju chodzić z psem na wędrówki z kagańcem, postanowiliśmy zaryzykować i weszliśmy. Tłum na początku był spory, a biorąc pod uwagę to, że pogoda była naprawdę okropna, to zastanawialiśmy się ile ludzi decyduje się na wejście na Śnieżkę w słoneczny dzień. Nasza wędrówka trwała zaledwie kilkanaście minut, kiedy lunął deszcz. Momentalnie przemokliśmy, a z szaro-granatowych chmur nawet nie spodziewaliśmy się poprawy pogody. Do tego wiało niemiłosiernie, co sprawiało, że marzliśmy podwójnie mimo ciepłych ubrań. Już mieliśmy zrezygnować z wyprawy, kiedy nagle przestało padać. Wtedy znów przypomniała nam się poranna myśl „ku wesołej przygodzie” i ruszyliśmy dalej. Pogoda nie poprawiła się ani trochę i średnio co godzinę przez kilka minut padał deszcz. Bohun był oczywiście zachwycony wędrowaniem w chłodnej temperaturze, a dodatkowo korzystał z licznych strumyków na trasie.

Początek wyprawy

Ku wesołej przygodzie 🙂 gdzieś tam w chmurach…

Nie potrzeba targać 2 litrów wody dla psa, bo strumyczków jest sporo na trasie

Nie potrzeba targać 2 litrów wody dla psa, bo strumyczków jest sporo na trasie

Dość szybko dotarliśmy do drogi prowadzącej na Pielgrzymy. Według drogowskazu czekało nas 15 minut drogi pod górę, ale podejście było wyjątkowo męczące, więc pozwoliliśmy sobie na żółwie tempo. Pielgrzymy nas nie rozczarowały. Mimo wiatru, który urywał nam głowy postanowiliśmy powspinać się trochę wyżej. A co do Bohuna, no cóż, wiedzieliśmy, że jest odważny (oprócz żelazka), ale okazał się być prawdziwym kozakiem (imię zobowiązuje)! Wspinał się razem z nami i podziwiał widoki 🙂

Pierwszy Pielgrzym

Pierwszy Pielgrzym

Bohun pełen czillout

Bohun pełen chillout

Pielgrzymy

Pielgrzymy

 Z Pielgrzymów wróciliśmy na tresę na Śnieżkę tą samą drogą i zrobiliśmy sobie przerwę na mały posiłek regeneracyjny. Najedzeni ruszyliśmy w dalszą drogę już niebieskim szlakiem. Było po prostu przepięknie!

O tak pięknie było!

O tak pięknie było!

 Zgodnie przyznaliśmy, że podejście było jak do tej pory bardzo przyjazne: najpierw trochę trzeba było się pomęczyć pod górę, żeby zaraz odpocząć idąc „na płasko” lub nawet w dół. Spokojnym tempem dotarliśmy pod Samotnię. Tu czekała na nas niespodzianka w postaci Małego Stawu. Bohun oczywiście zaliczył kontrolne sprawdzenie poziomu wody, my porobiliśmy zdjęcia i ruszyliśmy dalej.

Mały Staw i Samotnia

Mały Staw i Samotnia

I tu zaczęły się schody. Ten etap wycieczki był zdecydowanie najtrudniejszy – cały czas trzeba było iść pod górę, a wiało proporcjonalnie bardziej im wyżej się wspinaliśmy. Minęliśmy Strzechę Akademicką i wspinaliśmy się dalej. W tym miejscu chcę zachwalić mój pas do dogtrekkingu, który w połowie wygrałam na Gold-Dogtrekkingu. Pas trzyma się na miejscu, nic się nie przesuwa i mam wolne ręce podczas wędrówki. Jest to też genialny patent nawet na dłuższy spacer. Do kompletu mamy też smycz z amortyzatorem, dzięki czemu nic mi jeszcze nie urwało, gdy Bohun nagle zobaczy/wyczuje zwierza. Pieseł szedł z nami dzielnie pod górę, a podczas krótkich postojów zamiast pić wodę wolał podziwiać widoki. Zastanawiam się, czy pies może „podziwiać widoki” tak po ludzku? Czy odczuwa estetykę i podniosłość otoczenia i chwili? Czy podobają mu się góry, strumyki i panoramy odległych miast? Podczas tej podróży mieliśmy niemal pewność, że tak.

Tzw samojebka :) a Bohun podziwia

Tzw samojebka 🙂 a Bohun podziwia

 W każdym razie byliśmy coraz bliżej naszego celu. Po stromym podejściu mogliśmy chwilę odpocząć idąc płasko i podziwiając szczyt. Podczas wyprawy mijaliśmy wielu ludzi, którym towarzyszyły psy i ku naszej uldze żaden z nich nie miał kagańca.

Już prawie już za chwilę

Już prawie już za chwilę

Na sam szczyt Śnieżki prowadzą dwie drogi – krótsza stroma kamienista i dłuższa łagodniejsza nie kamienista. Była już późna godzina, bo 16.30 więc zdecydowaliśmy się na szybszą trasę.

Czill na podejściu

Czill na podejściu

Głów nam na szczęście nie urwało i dotarliśmy w jednym kawałku na szczyt, choć chodzenie po chmurach było chwilami mroczne 🙂 Byliśmy jedynie zawiedzeni, że Obserwatorium Wysokogórskie całkowice zasłonięte było mlecznymi chmurami i raczej nici ze zdjęć. Zziębnięci marzyliśmy tylko o tym, schronić się w środku. I tu kolejny zgrzyt – do kawiarni nie można wchodzić ze zwierzętami, tak głosiła tabliczka. Ustaliliśmy jednak, że sokojne psy mogą wejść. W środku zajęliśmy chyba jedyny wolny stolik, a Bohun usadowił się pod nim. Kupiliśmy w kawiarni najpyszniejszego gofra na świecie, kawę i gorącą czekoladę, a Bohunowi zaserwowaliśmy mieszankę karmy suchej i mokrej.

Posiłek regeneracyjny

Posiłek regeneracyjny

Chwilę się grzaliśmy, wysłaliśmy obowiązkowe „Pozdrowienie ze Śnieżki :)”, ustaliliśmy powrotną trasę czarnym szlakiem i właśnie zabieraliśmy się do wyjścia, kiedy nagle wiatr przewiał wszystkie chmury i wyszło słońce! Jak szczerbaci na suchary rzuciliśmy się do wyjścia żeby porobić kilka pamiątkowych zdjęć.

SAMSUNG CSC

Bohun i jego czill na szczycie 🙂

SAMSUNG CSC

Uszko podwiało 🙂

SAMSUNG CSC

🙂

Zeszliśmy tą samą kamienną drogą i skierowaliśmy się na czarny szlak, który prowadził do centrum Karpacza.

SAMSUNG CSC Jako że w końcu było cokolwiek widać, pozwoliliśmy sobie na chwilę podziwiania okolicy.

SAMSUNG CSC

Zdjęcia nie oddają piękna okolicy

SAMSUNG CSC

Bohun podziwia

Czarny szlak okazał się być bardzo stromy i kamienisty, dlatego schodziliśmy dość długo. Trochę martwiliśmy się o psie łapy, czy aby Bohun da radę zejść, ale zupełnie niepotrzebnie. Kolejny raz okazało się, że pies daje radę, a my go opóźniamy. W efekcie na dole byliśmy koło 20:00. Po zejściu ze szlaku jeszcze natknęliśmy się na Dziki Wodospad, który odwiedzili także Bona –  autorka bloga na czterech łapach wraz ze swoją Matką i Ojczulkiem 😉 klik.

Dziki Wodospad

Dziki Wodospad

Szybko cyknęliśmy fotkę i marzyliśmy tylko o tym, żeby jak najszybciej przejść przez Karpacz i dotrzeć do auta.

Podsumowując wycieczkę na Śnieżkę z psem uważamy za bardzo udaną! Mimo początkowych zwątpień, załamań pogody, zmarznięcia i prawie urwania głowy, szło się w miarę przyjemnie, szczególnie dla Bohuna. Przepiękne widoki, zakwasy i tą nieopisaną radość na psiej mordzie będziemy wspominać niecierpliwie czekając na wakacje, a nawet dłużej. Co do kwestii wody: w taki dzień w zupełności wystarczy po 1,5l dla każdego człowieka i 1l dla psa. Na trasie co kilkaset metrów przepływa jakiś strumyczek, a dodatkowo w schroniskach wodę można uzupełnić. Nic tylko ruszać ku wesołej przygodzie 🙂

Reklamy

27 thoughts on “Z psem na Śnieżkę? Czemu nie!

  1. Bohun jest uroczy: z moich obserwacji bloga wynika, że ma tylko dwa nastroje, pierwszy – super chill i wszystko pod ogonem, drugi – zaciesz na pysku. 😉

    Fajowa wycieczka, podziwiam, że odważyliście się jechać bez względu na pogodę i nie zwróciliście z trasy po pierwszej ulewie (ja chyba tak właśnie bym zrobiła). Nawiasem, mam wrażenie, że miejscówki turystyczne w Polsce (nawet takie, że blisko natury, etc.) są ogólnie mało przyjazne dla psów. Dużo lepiej jest np. z knajpami w dużych miastach. Udało mi się natomiast wypracować metodę na wciskanie się z psem, gdzie mnie niekoniecznie chcą: albo pozwalam T. wetknąć mordę do środka, co skutkuje „o, jaki śliczny piesek, jak taki śliczny, to może” albo mówię, że pies wystawowy. Ludziom się wydaje, że wystawowy = je karmę nożem i widelcem, fruwa nad kałużami. Zabawny mit, ale jaki przydatny!

    1. Bohun ma też swoją mroczną stronę złego psa, ale to jest temat na osobny wpis 🙂 Powiem szczerze, że byliśmy bardzo blisko zawrócenia, rozważaliśmy też dojście tylko do Pielgrzymów, albo do Samotni, jeżeli pogoda byłaby naprawdę fatalna, ale pokonaliśmy „nie chce mi się, będziemy chorzy, pogoda taka fuj” i udało się 🙂
      Metoda na wciśnięty psi nochal jest genialna! Ale na wystawowego psa kundla chyba nie mam co nabierać 😉 chociaż kilka osób już próbowało mi wmówić, że to NA PEWNO nie jest kundel, że to NA PEWNO jest jakaś rasa, tylko zapomnieli jaka 😛

  2. Super wpis o super wyprawie z super psem 🙂 Bohun jest piękny – ma niezwykły kształt pyska i robi miny ;). Podziwiam, że maszerowaliście dzielnie dalej pomimo złej pogody. Jednak tak jest w górach- wodoki i atmosfera napędza, prawda? Czekam na wpis o „ciemnej stronie Bohuna” 😀
    Zadałaś bardzo ciekawe pytanie: czy pies potrafi delektować sie widokami. To ciekawe.

  3. Wow, same komplementy zbieramy, dzięki! Tym bardziej wpis o ciemnej stronie mocy czas zacząć przygotowywać, bo może zrobić się za słodko 😉 Atmosfera i widoki nastroiły nas w same ochy i achy! (jak już skończyliśmy narzeka) Naprawdę warto wybrać się na wycieczkę nawet w brzydka pogodę – przynajmniej pies się nie ugotuje 🙂

  4. Super wpis! No i miny Bohuna rzeczywiście przednie 🙂 Oczywiście, ze podziwia widoki! Foty mówią same za siebie! Musimy też wybrać się na Śnieżkę, już zapomniałam jak tam ślicznie.

  5. Zgadzam się z przedmówcami: Bohun jest wybitnie uroczy 🙂 I zapewne delektuje się widokami, chociaż pewnie inaczej niż my.
    A ja mam kilka pytań odnośnie psa w Karkonoskim Parku Narodowym. Czy dla psiaka kupiliście osobny bilet, czy nie płaci się dodatkowo? Czy ludzie na szlaku nie mieli pretensji że pies jest bez kagańca? I czy w ogóle jest tam ktoś odpowiedzialny za sprawdzenie czy pies ma smycz, kaganiec i szczepienia? Czy to tylko martwe przepisy?
    Pozdrawiam serdecznie!

    1. Już spieszę z odpowiedziami:
      1. Nie ma osobnego biletu dla psa, tylko ludzie płacą. Natomiast na biletach jest info o tym, że psa należy prowadzić na smyczy i w kagańcu.
      2.Ludzie na szlaku albo nie zwracali uwagi na psa, a tym bardziej na brak kagańca, albo nieliczni pytani czy gryzie (jakby gryzł to by miał kaganiec). Bardzo dużo ludzi wędrowało z psami.
      3.Nikt nie sprawdzał stanu rzeczywistego z przepisami, więc raczej w Karkonoskim Parku Narodowym obowiązuje standardowo smycz 🙂

      1. oo to super, bo ja nie lubię chodzić z psami na smyczy. I powiem, ze bardzo zazdroszczę wyprawy – super przeżycie i piękne zdjęcia 🙂

  6. piękny opis przyznam, że dzięki niemu wybraliśmy się z psem na Śnieżkę podobną trasą jak Wy;-) było cudownie!!! czekamy na więcej opisów z wypraw z psem;-)Nasz Clifford pomagał mi wejść pod górkę hehe. Pozdrawiam serdecznie.

  7. Dzięki bardzo za \nformacje, wybieramy się w Karkonosze, kochamy górskie wędrowki, mamy sunię Gucię shar-pei, byliśmy ciekawi, jak traktowane są psiaki w tym Parku, albowiem należzy on do nie licznych , gdzie możemy wędrowa w trójkęć. Życzymy miłych wędrówek.
    Ela i Grzegorz wraz z Gucią.

  8. dzięki za temat właśnie się zastanawialiśmy czy nasza sunia nadaje się na Karkonosze i czy Karkonosze (znaczy władze) zasługują na jej odwiedziny 😉 a tu taka niespodzianka! jakby kogoś interesowało to na Ślężę i w Góry Sowie z piesami można a nawet trzeba ;-)pozdrawiamy!

    1. Bardzo się cieszę, że post był przydatny! Na Ślęży byliśmy już kilka razy – szczególnie szlak niebieski przypadł nam do gustu, natomiast Góry Sowie mamy jak najbardziej w planach 🙂
      Udanej wycieczki! Daj znać, jak było 🙂

  9. Dziękujemy za ciekawy opis wędrówki Bohuna i jego opiekunów. Mamy w planach wypoczynek w Karkonoszach z kundelką Daktylką, która także spróbuje wspiąć się na Śnieżkę. Cieszę się, że możemy ją tam zabrać -to będą pierwsze wspólne wakacje. Skorzystamy z waszego doświadczenia i przemaszerujemy wskazanymi szlakami. Pozdrawiamy serdecznie 😉

    1. Bardzo się cieszę, że wpis się przydał, niezwykle miło czytać takie słowa, dziękuję! 🙂 Dajcie znać jak Wam się podobało! Życzę Wam przepięknych widoków i udanych wczasów!

  10. Również przed naszą wyprawą na Śnieżkę zajrzałam tu na bloga i udało nam się zdobyć ten szczyt 😉 jedyne co odradzam to wchodzenie gdy jest zbyt ciepło… wtedy jest naprawdę ciężko 🙂

    1. Bardzo mnie to cieszy i dziękuję za pojawienie się 😉 Zdecydowanie lepiej jest maszerować w 10 stopniach niż 25, tym bardziej dla psiaków, ale znam egzemplarze, które uwielbiają się opalać!

  11. z psem na szlaki ok , ale zawsze na smyczy , pies dla ludzi moze byc ok. ale dla innego psa przechodzacego nie koniecznie , porzewaznie atakuje pokazujac wyzszosc taka natura , oczywiscie nie wszystkie , mam goldena i przewaznie kazdy pies na niego warczy i chce go ugrysc , oczywiscie goldzio nie zawza nia niego moze to jest przyczyna agresji , dlatego uwazam ze wszyscy z psami powinni stosowac sie do smyczy obowiazkowo , do kaganca nie koniecznie ale smycz musi byc ,po co komus zepsuc wypoczynek jesli mu pupila pogryzie wiekszy pies pozdrawiam

  12. Super wyprawa 🙂 Sama myślę nad taką wycieczką, może w tym roku Nam się uda wybrać. Mam pytanko-ile orientacyjnie km przeszliście ?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s