Żegnaj Przyjacielu

Bałam się tego dnia od kiedy jakieś 7 lat temu, kiedy Maksiu miał 9 lat, a ja powoli wyjeżdżałam na studia, odkryliśmy sporego guza na jego szyi. Nie był to guz łatwo-wyczuwalny, był jakby rozlany, dokleił się do psiego ciałka jak płaszczka do podłoża. Guz był nieoperacyjny, weterynarz dawał mu kilka miesięcy, może rok życia. Ale on o tym nie wiedział. Maksiu został z moimi rodzicami, bo tam był jego dom. Nie myślałam o nim codziennie, czasem zapomniałam się o niego spytać podczas rozmowy telefonicznej z mamą, a później miałam wyrzuty sumienia. Ale Maksiu żył rok, dwa, trzy itd. Guz był spory, lekko sparaliżował jednego fafla i nic więcej. Miał się dobrze, chodził na spacery, jeździł na grzyby z tatą, jadł jedzenie, którego zazdrościł mu Bohun. A jak przyjeżdżaliśmy, to się ożywiał, braliśmy psy i jechaliśmy do lasu. Czas leciał, a Maksiu był coraz starszy i coraz bardziej chory. Rok temu zaczął mieć duszności i problemy z prostatą, wyrok – nowotwór, powiększone serce, zmiany w płucach, rokowania złe, brak możliwości leczenia. W okolicach Wszystkich Świętych nadszedł kryzys, Maksiu źle się czuł, a my przygotowywaliśmy się na najgorsze. Jednak i tym razem nas zaskoczył i postanowił zostać na tym świecie trochę dłużej. Od tego momentu jadąc za każdym razem do Polkowic oswajałam się z myślą, że ten raz może być ostatnim kiedy go widzę. Kiedy dzwoniła mama, ja dostawałam palpitacji serca i gardło automatycznie mi się ściskało, bo bałam się, że dzwoni z najgorszą wiadomością. Wielokrotnie rozmawialiśmy o tym, że tak, że zbliża się ten czas, że być może trzeba będzie podjąć najtrudniejszą decyzję, że lepiej już nie będzie. Niby o tym wiesz, ale to nie dociera. Przecież twój mały piesek dopiero co ganiał za tobą brzegiem morza!

Miesiąc temu zaczął strasznie chudnąć, mój mały piesek stał się jeszcze mniejszy, smutniejszy i starszy. Zadzwonił telefon, rodzice mówią, że Maksiu od kilku dni nic nie je, dostaje kroplówki, trzeba go wynosić na dwór, nerki, wątroba, trzustka dziurawe jak sito. Nie jest się na to gotowym i nigdy nie będzie, teraz już to wiem. Cierpienie Maksia nie pozostawiało nam innego wyboru, jak pozwolić mu godnie odejść, chociaż tyle mogliśmy dla niego zrobić. Poszliśmy na ostatni spacer, każdy członek rodziny się z nim pożegnał, porozmawiał. Pojechaliśmy we trójkę, tata, Mój i ja. Maksiu samodzielnie przeszedł ostatnią drogę, ale razem z nami przebył swoją ostatnią podróż. Nie udało mi się powstrzymać łez, choć chciałam być twarda i dodać mu otuchy i zapewnić, że teraz będzie już tylko lepiej. Zasnął spokojnie, a na umęczonym pyszczku pojawił się wyraz ogromnej ulgi. Maksiu odszedł za Tęczowy Most tydzień temu, nie dożywszy swoich 16 urodzin.

Był najcudowniejszym psem, jakiego poznałam. Nigdy nikogo nie ugryzł, nigdy nie słyszałam, żeby warknął, nie sprawiał żadnych problemów. Bał najlepszym psem, ale ja nie byłam najlepsza dla niego. Mam do siebie żal, że nie poświęcałam mu więcej czasu, nie byłam przy nim zawsze, kiedy tego potrzebował i nie wiedziałam kilka lat temu o psach tego, co wiem teraz. Mam nadzieję, że jak już się spotkamy, to mi wybaczy. Kiedyś bardzo mądry 6-latek po śmierci swojego ukochanego psa, na rozważania o krótkim życiu czworonogów powiedział:

Ludzie rodzą się po to, aby mogli się dopiero nauczyć jak prowadzić dobre życie, aby zawsze kochać innych, być miłym. Psy wiedzą to wszystko od samego początku, więc nie muszą zostawać na tym świecie tak długo jak my.”

Pisząc to wszystko wyję jak bóbr. Dopiero dociera do mnie, co właściwie się stało i że już go nie ma. Maksia, który biegał za jabłkami, wykopywał kamienie, kładł się w moich nogach pod kołdrą, przemierzył każdy zakamarek Polkowic, dawał się bić kotu, jeździł z nami nad morze, który był i jest w moim sercu przez większość mojego życia.

Na odejście psa nie da się przygotować, mimo że miałam to szczęścia móc przy nim być do samego końca i się pożegnać. Przychodzi jednak taki moment, kiedy wiesz, że nic więcej poza godnym zaśnięciem i trzymaniem jego łapki w tej ostatniej podróży nie możesz mu ofiarować. Żegnaj Przyjacielu, czekaj na mnie za Tęczowym Mostem.

1

2

3

4

Reklamy

6 thoughts on “Żegnaj Przyjacielu

  1. Bardzo wzruszający i osobisty wpis. Piękny. Nic nie powiem, bo nie ma na to slów i nie są one tutaj potrzebne.
    Mialam tak ze swoją kotką, ponad rok temu i nadal płaczę. Było tak z dwoma psami – jeden byłam mała i nie rozumiałam do końca, drugi rozumiałam ale nie wiedzialam co z tym zrobic bo wciaż byłam za młoda. I też nie było mnie przy suni tyle ile powinnam być. Tez nie wiedziałam o psach tyle ile wiem teraz, nie potrafiłam.

  2. Dziękuję za wszystkie słowa zrozumienia i wsparcia! Życie niestety albo stety toczy się dalej, choć strata Przyjaciela tak bardzo boli. Staram się myśleć, że dałam Maksiowi od siebie tyle ile mogłam i potrafiłam, choć mogło być więcej. To był naprawdę dobry i mądry pies.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s