Ahoj Góry Stołowe! Czyli relacja z wypadu sylwestrowego

Sylwester to ciężki czas dla naszego trio, szczególnie dla psa, który każde najmniejsze BUM, pyknięcie petardy, czy już nawet wystrzał z tłumika przeżywa o wiele bardziej, niż przystało na dostojnego Bohuniastego ura bura szef podwóra. I dla nas także – drżenie o to, czy zaraz na spacerze coś nie wybuchnie, umartwianie się, bo pies się trzęsie, Bułka to już w tym okresie nie wychodzi po zmroku na dwór. Żal patrzeć, pies za serce chwyta, a planów na przeżycie nie mieliśmy żadnych. Obudziliśmy się późno, bo w listopadzie (choć co rok zarzekam się, że na przyszłego Sylwestra będzie jakaś opcja! Kto się nie zarzeka – ręka do góry), ale rzutem na taśmę zarezerwowałam chyba ostatnią wolną kwaterę – 4 osobowy pokój dla nas i dla Bułków w psiolubnym domu „Noclegi nad Pośną” w Radkowie. Czas ratować się ze strzelającego miasta!

Dzień przed wyjazdem nagotowałam gar gulaszu z mlekiem kokosowym i upiekłam muffiny owsiane, połówek przyrządził przepyszną, o jakże przepyszną! pastę jajeczną, w obawie przed przymieraniem głodem, wszak nie byliśmy pewni, czy na miejscu znajdziemy jakieś czynne jadłodajnie. Wraz z Bułkami wyruszyliśmy 30 grudnia skoro świt. Taa, jasne. Ktoś uwierzył? 😀 Okej zebraliśmy się o w miarę przyzwoitej porze, droga miodzio, wesoło, pieski w bagażniku, romawiamy o planach, co do jedzenia i takie tam. W połowie drogi zorientowaliśmy się, że o jakże przepyszna pasta jajeczna pozostała w domu. O maso jajeczna, WHY? Srodze zasmuceni dotarliśmy do Radkowa. Noclegi nad Pośną, cóż, oczarowały nas bardzo. Nie dość, że dom został urządzony klimatycznie, to na piętrze, gdzie mieliśmy pokój, był salonik z kanapą, poduchami w zwierzęce motywy, to regały aż uginały się od książek o różnej tematyce. Cała jedna półka była poświęcona kynologii! Płaczę na myśl, że nie miałam czasu nawet zajrzeć do żadnej z książek.

pobrane (1)

Szybko się przegrupowaliśmy i pojechaliśmy zaliczyć pierwszy punkt wyjazdu – Błędne Skały. Tak jak do większości atrakcji na naszej liście i tam prowadzi Droga Stu Zakrętów. Dla połówka – kierowcy niezły fun, dla reszty trochę mniej. Zaparkowaliśmy tam, gdzie wydawało nam się słuszne. Do Błędnych Skał szliśmy leśną ścieżką wraz z innymi turystami, gdzie po drodze mijaliśmy znaki zakazu ruchu pieszych. Hmmmm. Domyślamy się, że w sezonie jest to droga ruchu aut. Mimo to doszliśmy do wejścia. Błędne Skały okazały się skalnym labiryntem z kilkoma punktami widokowymi, ładnie wytyczonym szlakiem i co tu dużo mówić, serwującym niesamowite wrażenia. Czasem trzeba było się przeciskać, wciągać brzuchy lub iść niemal na czworaka. Bardzo przyjemne miejsce na wycieczkę. Przejście samych Błędnych Skał zajęło nam około godziny. To był pierwszy dzień wielkich mrozów, więc ja I Zmarzluch Rzeczypospolitej Bohunowej, zmarzłam tak przeokrutnie, że zużyłam całą energię na ogrzanie, po powrocie po prostu padłam i nie wstałam. Pieski oczywiście wycieczką i mrozem zachwycone. SAM_4840pobrane

31 grudnia postanowiliśmy zdobyć Szczeliniec Wielki. Nie udało mi się przeforsować nocnej wyprawy, nie wiedzieć czemu, więc zapakowaliśmy szampana (prawdziwego!), papierowe kubeczki, muffiny i ruszyliśmy za dnia. Jaki okazał się Szczeliniec? Spodziewałam się po prostu góry ze skałami, a przywitały nas schody do nieba. Dużo schodów. Maskarycznie okrutnie męcząco duuuużo schodów. Kiedy w końcu już weszliśmy po tych schodach, dotarliśmy do punktu widokowego. Był spory ruch, dużo ludzi z psami, generalnie ciężko o samotną malowniczą fotkę. Boję się pomyśleć, jakie muszą być tłumy w sezonie. Właściwie to co krok były jakieś punkty widokowe. A to po kratkowanych schodkach na górę (dzielny Bohunek!), gdzie niechcący zrobiliśmy słynne ch…we zdjęcie (ach, ci wandale z fantazją!), a to skalne wysunięcie z widokiem na okolicę.

10398972_916077865144475_8015216874168119636_n

Kiedy myśleliśmy, że już dotarliśmy na szczyt, wyciągnęliśmy szampan. Szybko wypiliśmy, bo pizgało tak, że ręce odpadały. No niestety połówek tylko skosztował, bo prowadził. Tu ciekawa historia. Nie byłoby problemu, gdyby miał alkomat, który dostał od rodziców w prezencie. Miałby go, gdyby na święta przeczytał instrukcję, zanim zacznie bawić się z bratem w szybkie picie alko i sprawdzanie „kto ile ma”. Wiedziałby wtedy, że go rozkalibruje i trzeba będzie wysłać do ponownej kalibracji. Mężczyźni. No a swoją drogą, to ja miałam prowadzić, ale wiecie, Droga Stu Zakrętów i te sprawy, no heloł, niedzielny kierowca ze mnie, nie rajdowiec. W każdym razie okazało się, że to jednak nie był szczyt, ale przynajmniej się rozgrzaliśmy.

165949_914239925328269_9210359713254185125_n

Dalej droga była już o wiele ciekawsza, bo albo trzeba było się wspinać po skałkach, albo schodzić. Niezła frajda dla psów. Na samą górę w końcu udało nam się dotrzeć, pocykaliśmy fotki i w blasku słońca zeszliśmy do auta. Też schodami, ale nie tymi pierwszymi.

pobrane (2)

SAMSUNG CSC

W drodze powrotnej zahaczyliśmy jeszcze o radkowski rynek, gdzie nie znaleźliśmy niczego ciekawego oprócz miśka na balkonie, a także o radkowski zalew. Po powrocie urządziliśmy party hard. Czyli Scrabble i naszego ulubionego Tysiąca. Koło godziny 22 zaczęło się strzelanie, jednak o wiele spokojniej niż we Wrocławiu, więc jest plus. Bohun spędził wieczór pod umywalką w kuchni, a Bułka pod prysznicem w łazience.

pobrane (3)

W Nowy Rok przywitał nas śnieg. Nie mieliśmy szczególnych planów na ten dzień, ale kiedy już okazało się, że wszyscy trzymają się na nogach, stwierdziliśmy, że pojedziemy do Czech do Skalnego Miasta. Na pierwszy ogień poszło Teplickie Skalne Miasto. O ile w okolicy Błędnych Skał i Szczelińca wszystkie kasy biletowe byłe nieczynne, to tu pobierane były opłaty. Po kilka złotych za człowieka i jakieś grosze za psa. Ale każdy na wejściu dostawał pyszny grzaniec w kubeczku! Obejście całego kompleksu zajęło nam jakieś 2,5 godziny. Było przepięknie, malowniczo i tajemniczo, a do tego śnieg.

pobrane (5)

SAMSUNG CSC

Skała Głowa Psa 🙂

W związku z tym, że zaczynało się już ściemniać, Adrszpaskie Skalne Miasto oddalone o 4km zostawiliśmy na następny dzień.

Tutaj również pobierane były opłaty, z tym że nie dostaliśmy grzańca, ale papierowy worek na psie odchody 🙂 miło, ale co z tego, skoro nigdzie na trasie nie było kosza na śmieci? Może trzeba schować do kieszeni. Nasza trasa rozpoczęła się od okrążenia zamarzniętego jeziora.

pobrane (6)

Kiedy już je okrążyliśmy, weszliśmy następnie na właściwą ścieżkę. Tu zobaczyliśmy wiele popularnych skał, których zdjęcia można znaleźć w internecie. Kochankowie, Starosta i Starościna, Ząb Karkonosza czy Głowa Cukru to tylko niektóre z nich. Trasa obfitowała w dużą ilość schodów, na szczęście psy sobie poradziły.

pobrane (7)

pobrane (8)

A jak z jadłodajniami? Generalnie krucho. W samym Radkowie była jedna restauracja, jednak akurat nieczynna w godzinach, kiedy tam byliśmy. W rezultacie trzy razy stołowaliśmy się w Czechach. I wcale nie było tu łatwiej o jedzonko, a tym bardziej o przyjazny psom lokal! Raz udało nam się wejść do hotelowej restauracji w miejscowości Náchod, gdzie zjadłam jedno z dziwniejszych dań – wołowinę w sosie śmietanowo – śliwkowym z borówką i kleksem…bitej śmietany. Później dwa razy wybraliśmy się do Meziměstí, gdzie zjedliśmy przepyszne gulasze i knedle w restauracji Švejk. Tam też można kupić przeróżne wina, które wystawione są w gablocie. Jeżeli ktoś ma problem z rozczytaniem menu (Polakom dają wersję po polsku), to przy barze można poprosić o okulary 🙂 a dla dzieci proponowane są kolorowanki. Sympatycznie! Pieski leżały sobie pod stołem, zupełnie nie zwracając na siebie uwagi, czego nie można powiedzieć o pozostałych gościach z dziećmi. Przykro to mówić, ale skandaliczne zachowanie prezentowali właśnie Polacy. Ich dzieci biegały i darły się po całej sali, podchodziły o psów, a dorośli ani nie reagowali, ani sami nie prezentowali kultury. Cóż.

pobrane (4)Zaopatrzeni w zapas studenckiej czekolady ruszyliśmy do domu. Podsumowując, sylwestrowy wyjazd uważamy za bardzo udany. Odwiedziliśmy wiele fantastycznych miejsc, psy bardzo odpoczęły od wystrzałów i zafundowaliśmy im takie wymęczenie, że jeszcze długo odsypiały. Mamy miliard zdjęć i masę fantastycznych wspomnień. Polecam zarówno noclegi, jak i trasy, które tutaj zaprezentowałam. Jak najbardziej dla psów będzie masę frajdy, a i ludzie nacieszą oczy 🙂 Może niekoniecznie w sezonie jest to najlepszy pomysł na wyjazd, ale zimą aż takich tłumów nie ma, a jest na tyle bezpiecznie, żeby nie bać się połamania nóg.

A w domu, cóż, czekała na nas pasta jajeczna. Szkoda, że już nie taka wspaniała.

Reklamy

11 thoughts on “Ahoj Góry Stołowe! Czyli relacja z wypadu sylwestrowego

  1. O widzę że sylwestrowa wyprawa się udała (nawet bardzo)! My sylwetra spędziliśmy w domu, ze znajomymi, a o północy wyszłyśmy zobacyzć petardy i wgl. Funy nie zzwracał na wystrzały uwagi a nawet więcej miał je głęboko w doopie 🙂 Co ciekawe petardy puszczali równo o 24 nie wcześniej i może 3/4 min po także w tym roku psiaki na naszym osiedlu miały tylko „chwilkę” stresu.

    1. Oj tak, bardzo wypoczęliśmy i wymęczyliśmy się jednocześnie 🙂 Wspaniale, że Funy ma luźne podejście do Sylwestra, tylko pozazdrościć 🙂 Bohun też pierwszego Sylwestra u nas miał ogólnie pod ogonem, ale jakiś bardzo zły człowiek rzucił nam petardę niemal pod nogi. Od tego czasu jest dramat.

      1. UUuu…. cóż za zły to musiał być człowiek, że biednemu pieskowi żucił petarde pod łapy. Myślę że jeżeli Funy przeżyłby coś takiego to nie tylko petard by się bał ale też wszystkiego co wydaje głośne dźwięki (np. autobusów).

    1. Może było takie zagęszczenie, bo inni też wymyślili sobie Sylwester w Górach Stołowych 😀 Miejsce na wycieczkę bardzo polecam 🙂 Fridę pod pachę i heja 😀

  2. hah, byłam na tej samej kwaterze jak jeszcze nie miałam psa i jeździłam sporo na rowerze górskim! 😀 ❤
    Dobrze, że Bohun trochę zżucił, bo mógłby mieć nawrót na Szczelińcu… :p 😉

    1. No, jak ważył więcej to było między nami tylko 15kg różnicy :O 18kg teraz brzmi trochę lepiej 🙂 jakby mnie tak pociągnął na skarpie (a przychodzą mu takie autodestrukcyjne pomysły czasem do głowy), to grubo by było. Nieźle z kwaterą, super miejsce 🙂

  3. Po dotarciu do „ura bura szef podwóra” musiałam się wyśmiać zanim zaczęłam dalej czytać 😀

    Super relacja i rzeczywiście piękne okolice! Pamiętam, że byłam w podstawówce (:D!!!) na wycieczce w Skalnym Mieście, ale za nic w świecie nie pamiętam ani kamyczka. Trzeba będzie zafundować sobie powtórkę! Narobiliście mi smaka na pastę jajeczną, idę jeść kolację…

  4. Mięsiwo na słodko — w bitej śmietanie i owocowej polewie — to taka czeska specjalność, której wszędzie nie uświadczysz, ale jednak.
    Wino natomiast jest niedoceniane, a żal, bo jest super.

    Z Teplickiego S.M. do Adrszpachu można się przejść przepięknym Wilczym Wąwozem (żółty szlak) — chyba nie ma ładniejszego miejsca w całej ichniej części Gór Stołowych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s