Wzruszająca opowieść o psie, który zdobył medal Hard Dog Race

Kochani, tytuł jest tu absolutnie nieprzypadkowy. Pisząc tę historię mam totalne łzy wzruszu (dobrze, że dziś dzień bez make-upu), zupełnie jak tamtego dnia. Zanim jednak dotarliśmy na miejsce i przekroczyliśmy linię startu czekała nas naprawdę długa droga…

Trochę historii

Ponad 1,5 roku temu rozpoczęła się nasza – moja i Bohuna, jak się zdawało, samotna podróż przez życie. Nagle zostaliśmy sami, ja i pies, pies i ja. Coraz starsi, nieco zagubieni, mieliśmy sporo czasu by przekonać się, że tak naprawdę mamy tylko siebie. Ja miałam czas na zdanie sobie sprawy z tego, że ten bury gość jest ogromnym, naprawdę ogromnym! kawałem mojego życia. Zaraz stuknie nam wspólne 8 lat razem – śmiało mogę powiedzieć, że to moja najtrwalsza relacja 😉 W międzyczasie pojawił się pewien gość, który sprawił, że znów nasze życie jest pełniejsze, nie tylko w fantastyczne przygody, ale dziś nie o tym.

20190509_181114-EFFECTS

Pies Bohun, myślę, że ma całkiem wporzo życie: tu sobie obsika wszystkie krzaczki, tu se pańcia pójdzie do pracy i będzie miał święty spokój, tam sobie posiedzi do nocy na balkonie, gdzieś dadzą kość, a na weekend pojedzie pod namiot albo ekstra wycieczkę, albo nawet na jakiś dogtrekking pojedzie sobie taki gość i będzie dawał z siebie wszystko, bo tak. Pewnie, że chciałby wygrać! Ale tutaj ludzki zawodnik jest totalnie niebiegowy. Jasne, że miewamy okresy, kiedy robimy jakieś przymiarki, wiecie, niby że aktywny spacer, że pobiegamy sobie. A tu klops. Pańcia beton, a piesek nope, on na zawodach może salta robić, ale tak to mu się nie chce, bo nuda. Więc tak się kulamy z dnia na dzień aktywując się na weekendy, spędzając sobie wspólnie te nasze spoko życie. Kto obserwuje nasze insta, ten wie.

Atakujemy?

Aż tu nagle Norbert od Apacza – starego kumpla Bohuniastego zresztą, zaprasza nas do drużyny Blogerzy Atakują! Co atakują? Hard Dog Race atakują. Rok temu zaszaleliśmy, bo też wzięliśmy udział w tej imprezie. Wtedy myślałam „kurcze, Bohun zamienia się powoli w starszego psa (dziś ma około 11-12 lat), może to być ostatnia szansa na udział w takiej imprezie”. I wzięliśmy. I wiecie co było? 6km najeżone 16 przeszkodami, w tym dopłynięcie przez jezioro na wysepkę! Jazda była niesamowita! Totalny hardkor, mega emocje i „ale fajnie, że udało nam się jeszcze przed psią emeryturą temat ogarnąć i skreślić z listy marzeń”.

Ale żeby nie było za wesoło, ten rok nie okazał się dla Rysia zbyt łaskawy zdrowotnie. Najpierw w marcu poważnie rozciął sobie łapę w zgięciu nadgarstka na zwykłym spacerze. Totalnie nie ogarnęłam powagi sytuacji i przez moje zaniedbanie przez tydzień pieso jeździł na antybiotyki, po czym dopiero można było łapeczkę zaszyć. Cóż to był za szalony okres przebojów! Weterynarz, opatrunki, weterynarz, zmiana mokrego opatrunku po deszczu, Bohun ściągnął opatrunek po raz 1, 5, 20. Na ratunek pospieszył nam Dogtrotter z takimi fancy bucikami klik. Niby taki niepozorny bucik, ale powiadam wam, bardzo przyspieszył gojenie w tamtej sytuacji, bo nie pozwalał na ściągnięcie opatrunku ❤ Łapka zagojona, wracamy do życia.

W międzyczasie wybraliśmy się jeszcze na bilans seniora do weterynarza – to już najwyższy czas porządnie się przebadać po kilku latach przerwy, a Bohun też raz na kilka tygodni dziwnie kulał na randomową łapę. I co? Wnętrzności obecne, zdrowe, na swoim miejscu. Ale jedna łapka coś nie teges i jest też podejrzenie splondylozy w odcinku lędźwiowym, co jeszcze diagnozujemy i przygotowujemy się do rehabilitacji. Na szczęście dostaliśmy zielone światło do startu! I wiecie co? Pani weterynarz pochwaliła nas za naprawdę fajną formę psiego seniora i zaleciła utrzymanie wędrówek (bez szaleństw oczywiście), aby jak najdłużej utrzymać linię i wigor. Tutaj jeszcze wstawka na chwilkę wzruszu: To co, Bohun, startujemy? Damy radę choć jeszcze jeden raz? Pobiegniesz ze mną dzielny, prawie 12-letni piesku? <merda ogonem><dej ciastko>

5

No i dobra. To jedziemy i startujemy w drużynie! Tu jeszcze czas na reklamy – idźcie po czipsy i popcorn, bo jest co oglądać, a ja uwielbiam dzielić się fajnymi rzeczami! O fantastyczne koszulki i to z nazwami blogaska 😀 i chusty dla psów z imionami! zadbały Koszulki Termoaktywne, a o jedzonko dla psich zawodników pomyślała marka Belcando i przysłała wór karmy i przysmaków – ślicznie dziękujemy! Nadprogramowa wyżerka trafi do Matuzalków, jak uzbieramy coś jeszcze 🙂

Przebrnęliście przez ten przydługi wstęp? Wiecie już, co u Bohuna i dlaczego byliśmy nie w formie (wymówki są zawsze spoko 😉 )? To teraz czas na prawdziwe emocje!!!!one11!

Do biegu, gotowi, start!

To wstaliśmy o 5 rano i….ozjezu jak mi się nie che! Jak gorąco! A to pod górę chyba ma jeszcze być? Bo to jakaś Góra Kamieńsk? – tak cel podroży się nazywał. No ale co. Nasza drużyna: Apacz, Donner, Haker, Łajka i Aqua pewnie stawią się na mecie ze swoimi ludźmi a my co. Dobra Bohun, kończ śniadanie i jedziemy na te 6km i 16 przeszkód. Zabraliśmy ze sobą jeszcze Kulak Zwiedza (zajrzyjcie na insta!!!!!) i w drogę!

6

Organizatorzy już kilka tygodni przed samym Hard Dog Race zapowiadali, że to będzie ciężka edycja. Ale że, przepraszam, ta zeszłoroczna to nie była ciężka? Dojechaliśmy sobie elegancko, piesku, załóż proszę ten kaganiec, odebraliśmy numery startowe, przeszliśmy kontrolę weterynaryjną i stawiliśmy się o 9:30 na wspólnej rozgrzewce. No tylko, że ta rozgrzewka, a w ogóle ten start to właściwie znajdował się u stóp stoku narciarskiego. Pod Bełchatowem. Kto nie spodziewał się stoku narciarskiego na środku mapy Polski ręka w górę!

Ustawiliśmy się całą naszą drużyną na linii startu i punkt 9:45 dostaliśmy sygnał do biegu. Profilaktycznie zajęliśmy z Bohunem miejsce z tyłu, bo piesek lubi sobie spróbować skasować przeciwników przed startem ostatnio. No i ruszyli! Szybciutko pokonaliśmy wielką rampę i przed nami wyrosła ta górka. Góra nieszczęsna! Bohun, który wystartował z pełną parą w tym pełnym palącym słońcu po drodze zaczął tracić siły. Ja jeszcze bardziej. A do tego maszerując sobie wesoło pod górę trzeba było jeszcze przespacerować się z kilkunastoma kilogramami karmy na plecach!  Dobra, karma przetransportowana, idziemy stromo w górę dalej. A piesek mówi, że on siądzie sobie na chwile, że przycupnie sobie z boczku. Myślę, no pięknie, pies stary, siły nie ma, a ja głupia go ciągam, jeszcze mi na zawał zejdzie zaraz. Serio się przestraszyłam. Ale dałam mu chwilkę na odpoczynek, po czym spytałam czy idziemy dalej, a on że tak, dawaj idziemy. No to doczołgaliśmy się na szczyt. Tam czekał na nas basen z wodą. Tylko że brzeg tego basenu sięgał mi spokojnie do połowy żeber. Jak ja przepraszam mam tego padniętego kundla wtaszczyć do tego czegoś? Bo na skok to za wysoko było. A okazało się, że wizja wody dodała mu skrzydeł i jednak nie było za wysoko. Podsadziłam psi tyłek, sama wskoczyłam, zanurzyłam się dla ochłody z 10 razy i wyczołgaliśmy się z basenu ku dalszej przygodzie.

Fotoram.io

Ten język!

Dalsza cześć trasy wyglądała mniej więcej tak: Bohun, wolniej, bo nie nadążam, aha, pokonać tor z opon, ostry zbieg i podbieg, przeczołgać się przez tunel, biegniemy sobie laskiem, jezu pies zwolnij, przeczołgać się przez budę, jeziorko z błotem zabiera mi buty, 50-ty ostry zbieg i podbieg, przeczołgać się pod bramą na jeziorku, labirynt (Bohun chciał na przestrzał, żeby szybciej), kolejny rów, tym razem wiszące opony (utknęłam gdzieś w połowie), wybiegamy z lasu, zbiegamy ze stoku (co za prędkość!), bieg z kamizelką obciążeniową (15kg), szybcy i wściekli na stoku, dobiegamy na metę, ludzie dopingują, wrzawa….ostatnia przeszkoda – wielka palisada…a to jednak okazuje się, że nie meta, kurde, biegniemy dalej, wczołgujemy się do rzeczki, przeczołgujemy się pod kratą (byle nie zamoczyć włosów, suszarki nie wzięłam), wyczołgujemy się z rowu i biegniemy! Biegniemy po zwycięstwo! Nasze oczywiście, nie to w stawce 😉 I słuchajcie, udało się. Znowu dostaliśmy medal, znowu pokonaliśmy ten cały Hard Dog Race, znowu razem! Cóż to były za emocje! Obsługa gratuluje, ściska, zakłada medale. A ja wyję jak bóbr. Płaczę sobie stojąc na tym finiszu. Płaczę, że mam takiego fajnego psa, że on ma siłę, że pobiegł ze mną, że cisnął na maksa, że dał radę, że chciał, że chyba go nie zawiodłam, że on jest taki fantastyczny, że mój piesek, że wzrusz, że takie przygody razem i w ogóle!

4.jpg

Pańcio! Szybko z górki do pańciaaaaa

62057753_2210587402364670_9088998667829903360_o

Zdjęcie: FIVE REKLAMA

62087516_2206125422810868_4489061029929549824_o

Zdjęcie: Hard Dog Race

62119038_2209639729126104_6664889507873030144_o

Zdjęcie: Cyber Cat Photo

62244938_2206124049477672_6429543261605462016_o

Zdjęcie: Hard Dog Race

62138650_2210608715695872_3286489772100419584_o

Zdjęcie: Katarzyna Twardosz

20190601_105512

Tu już wyłam i łzy mi leciały!

Trochę zajęło mi czasu zanim się pozbierałam emocjonalnie, po czym pozbierałam nas wizualnie za pomocą prysznica, zlewając z siebie i psa błoto. Przebraliśmy się, grzeczny piesek dostał jeść, zaliczyliśmy jeszcze rundkę kontrolną po stoiskach sponsorów i partnerów w oczekiwaniu na wyniki. Okazało się, że nasza drużyna Blogerzy Atakują zajęła 10 miejsce na 24 drużyny! Całkiem fajnie 🙂 Naszej parze pokonanie tej trasy zajęło 59 minut 😛 Ważne, że się udało! Jestem tak dumna, że zaraz pęknę! Nie żałuje niczego i mam nadzieję, że będzie mi dane spróbować jeszcze raz z tym własnie partnerem na czterech łapach za rok. Lepszego nie ma. Bo Bohun to jest gość!

BONUS: filmik od naszego kamerzysty! KLIK

 

 

 

2 myśli w temacie “Wzruszająca opowieść o psie, który zdobył medal Hard Dog Race

  1. Gratulacje! HDR to jest mega przygoda, szacuneczek i dla Ciebie i dla Bohunka. ❤ Super jesteście! ❤

    PS. Mam nadzieję, że ten wpis oznacza wielki powrót blogowy!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s